Kolumbia dzień 9: zaczarowany las i kolibry, czyli Acaime, La Montana i Valle de Cocora

Pierwszego poranka w Salento postanowiłyśmy wyruszyć do sławnej Valle de Cocora robiąc następującą trasę:

  1. rezerwat kolibrów Acaime (ok 2-3h marszu – najpierw przez pastwiska z malowniczym widokiem na góry, a później magicznym lasem z siedmioma mostami)
  2. punkt widokowy La Montana 2.860m npm (30-40min pod górkę)
  3. sławna dolina palm Valle de Cocora (przyjemne zejście łagodną drogą, ok 2h)

Przejście całej tej trasy zajęło nam dokładnie 6 godzin (plus godzina na dojazdy z/do Salento – po 30min w każdą stronę).

Ponieważ w Zona Cafetera często pada popołudniami – ruszyłyśmy na trekking wcześnie rano. Pobudka o 6.30, śniadanie w pokoju i biegiem na jeepy, które ruszają do Valle de Cocora o 7.15-7.30. Trekking zaczęłyśmy więc o 8-mej i był to idealny czas. Nie było jeszcze gorąco, na szlaku było bardzo mało osób, a poranne słońce było po prostu wymarzone do zdjeć 🙂

Pierwsza część trasy prowadzi przez pastwiska i oferuje cudowne widoki na otaczające góry i porośnięte nimi palmy woskowe. Nie jest zbyt wymagająca, chociaż wymagała odrobimy skupienia ze względu na błoto (poprzedniego wieczora ostro padało). Teraz dopisywało nam jednak piękne słońce, które cudownie oświetlało otaczające nas góry 🙂




Druga część trasy wiedzie przez las, który w porannym słońcu jest wręcz magiczny! Nie spodziewałyśmy się tak gęstego i naturalnego lasu deszczowego na tej trasie i tej widok w pierwszym momencie wbił nas w zdumienie. Przebijające przez drzewa słońce stwarzało efekt poświaty, która przywoływała na myśl bajki i baśnie. Obok nas płynął strumyk tworząc co chwile niewielkie wodospady. Oto ukazała się przed nami istnie bajkowa kraina! 🙂



Sama trasa przez las jest niezwykle urozmaicona, prowadząc miejscami ostro w górę po dużych głazach, innym razem płasko zwykłą leśną ścieżką, a innym razem prostymi mostkami z desek lub kładkami z przerzuconych nad strumykiem pni, których jest łącznie aż siedem. Idąc tym cudownym lasem warto obserwować przyrodę. Nam udało się wypatrzeć 4 kolibry, kilka kolorowych ptaków których nazw nie znamy i leśną wiewiórkę (ciemniejszą niż nasze i z mniej puszystym ogonkiem). Przejście przez las zajmuje ok 1,5h i jest dość wymagające, ale otoczenie nie przestaje zachwycać. A cały ten wysiłek po by dotrzeć do Acaime – niewielkiego królestwa wielu kolibrów 🙂






Następnie ruszyłyśmy na punkt widokowy La Montana. Nieco wahałyśmy się czy nie odpuścić sobie tego punktu. Wszyscy, których pytałyśmy o tę trasę podkreślali, że bardzo ostro pnie się w górę. Podobnie przedstawia ją Lonely Planet. Obawiałyśmy się wspinaczki po łańcuchach, na co nie miałyśmy ochoty. W końcu La Montana to 2.860m npm, czyli więcej niż Rysy. Zaryzykowałyśmy jednak i byłyśmy z tego bardzo zadowolone. Okazało się, że ta „ostra trasa” to szlak prowadzący lasem i do złudzenia przypominający trasy w naszych rodzimych Pieninach, Beskidach czy Sudetach 🙂 Zapraszamy Kolumbijczyków w polskie góry! 😉 Na szczycie była prawdopodobnie piękna panorama, ale my zastałyśmy szczyt usłany chmurami.


A na koniec sama Valle de Cocora:



Zeszłyśmy ze szlaku ok 14-tej i już gdy schodziłyśmy zaczynało trochę padać. Tylko wysiadłyśmy do jeepa powrotnego do Salento – lunęło i rozpętała się prawdziwa burza! Miałyśmy szczęście, że nie było nas już na szlaku. I tak zmokłyśmy swoje idąc od jeepów do naszego hotelu 😉 To już trzeci dzień z rzędu złapała nas popołudniowa ulewa. Suszenie ubrań mamy juz opanowane do perfekcji 😉

Iwona Kaźmierczak
Iwona Kaźmierczak
Podróże kocha od dziecka. Kiedyś głównie o nich śniła, od kilku lat realizuje swoje marzenia. W wyprawach przez świat uwielbia przygody, stykanie się z nieznanym, poznawanie nowych ludzi oraz niesamowite poczucie wolności, którą daje podróżowanie. Kontakt: iwona@dokadteraz.pl

2 thoughts on “Kolumbia dzień 9: zaczarowany las i kolibry, czyli Acaime, La Montana i Valle de Cocora

  1. Czesc,

    milo sie czyta twojegobloga. Ja z kolezanka wybieram sie we wrzesniu. Mam pare pytan techinczych :). wycieczka opisana powyzej samowolka czy organizowana? jak na trasie bezipiecznie? gdzie nocowalas? z kim coffee tour? i jakies inne dodatkowe porady co do Kolumbi co warto zrobic zobaczyc w Bogocie, Salento, Madelin,Cartagena. Praktyczne porady?

    Pozdrawiam,
    Ewa

    1. Cześć Ewa 🙂 Podróżowałyśmy z koleżanką na własną rękę. Trochę obaw było, bo jednak dwie kobiety w kraju Escobara wydawały się mało bezpieczne. Ruszyłyśmy jednak i nie żałuję. Kolumbia to jeden z najbardziej urozmaiconych geograficznie, a tym samym najciekawszych i najpiękniejszych krajów jakie widziałyśmy! 🙂 Proponuję jednak zachowywać więcej środków ostrożności niż przy większości podróży, tj. nie podróżować po zmroku, unikać najbardziej niebezpiecznych tras (są opisane m.in. przez Lonely Planet), pochować w różnych miejscach gotówkę itp. My w Kolumbii korzystałyśmy z zamawiania taksówek przez aplikację (nazywała się chyba EasyTaxi) i zawsze robiłam printscreen z info o kierowcy, aucie i trasie i od razu umieszczałam je na Dropbox, do którego miały dostęp osoby z Polski. Możliwe, że była to przesada (na szczęście nigdy się to nie przydało :)), ale z pewnością podwyższało to nasze poczucie bezpieczeństwa. Podczas pobytu tam poznałyśmy jednak kilka kobiet, które po Kolumbii podróżowały zupełnie same i nigdy nic złego ich nie spotkało 🙂 Wszyscy jednogłośnie mówili, że niebezpieczna to jest Panama, a Kolumbia to raj dla turystów 😀

      Nocowałyśmy w praktycznie najtańszych noclegach znalezionych przez booking.com. Pewnie dałoby się znaleźć jeszcze tańsze chodząc po prostu ulicami i szukając czegoś na wynajem, ale nam po prostu szkoda było na to czasu. Noclegi rezerwowałyśmy z dnia na dzień i w styczniu nie było z tym problemu (a był to okres karnawału i wszędzie były fiesty).

      W Kolumbii koniecznie musicie zobaczyć Part Tayrona oraz pustynię Tatacoa – te dwa miejsca zrobiły na mnie zdecydowanie największe wrażenie! Ze względu na duże zróżnicowani geograficzne bądźcie przygotowani na duże różnice temperatur! My w Bogocie miałyśmy 14-16st, po czym następnego dnia pojechałyśmy na pustynię Tatacoa, gdzie było ponad 40st 😉 Cudowną przygodą było dla nas także zwiedzanie San Augustin na koniu. Nie jeździmy zbyt dobrze i to był nasz pierwszy wyjazd w teren, więc tym bardziej emocje były ogromne! A sam San Augustin to cudowne małe miasteczko z klimatem wprost z dzikiego zachodu! 😀 Miałyśmy być tam tylko na 1 noc a zostałyśmy na 4 noce, tak bardzo nam się spodobało!

Dodaj komentarz