Kolumbia dzień 12: Medellin, miasto Pablo Escobara

Trasa z Manizales do Madellin była najbardziej krętą z dotychczasowych, a dodając do tego styl jazdy naszego kierowcy, który próbował pokonać rekord czasu na tej trasie – nawet ja odczułam objawy choroby lokomocyjnej. Na zmianę zakręty to w prawo to w lewo plus ciągle podskakiwanie na wybojach i tak przez 5 godzin. Cieszyliśmy się, jak na drodze robił się chwilowy korek przez co kierowca musiał zwalniać i dawał nam tym samym odetchnąć. Pózniej przyciskał jednak gaz do dechy i znów zaczynała się zabawa 😉 Bus wyruszył o 7.30 i miałyśmy nadzieję na odrobinę snu w autobusie, jednak przy tak ostrych zakrętach musiałyśmy się porządnie trzymać, żeby nie wypaść z fotela 😉

Do Medellin dojechałyśmy o 12.30 i od razu okazało się, że taksówkarze nie za dobrze znają miasto. Całe szczęście, że hotel miałyśmy zaznaczony na swojej mapie, bo byłby problem z jego znalezieniem. Taksówkarz był jednak bardzo miły i naprawdę się starał. W hotelu (a właściwie hostelu) natrafiłyśmy na pierwszych niemiłych Kolumbijczyków, a jest to nasz 12-ty dzień podroży po Kolumbii. Uznajemy ich jednak za wyjątek potwierdzający regułę, że wszyscy w tym kraju są cudowni 😉 Nasz pokój nie był jeszcze gotowy, więc zostawiłyśmy bagaże i ruszyłyśmy zwiedzać miasto. Nie miałyśmy dużo czasu, wiec złapałyśmy taksówkę i podjechałyśmy do placu San Antonio. Plac nie robi dużego wrażenia, ale ma kilka ładnych rzeźb. W pobliżu znajduje się też kościół San Antonio. Dla nas był to jednak świetny punkt startowy ze względu na stację metra, która umożliwia szybkie dostanie się do tzw. „cable car”, czyli kolejki linowej oferującej piękne widoki na Medellin. Kolejka ta uznawana jest także za jedyny bezpieczny sposób na zobaczenie biednych dzielnic Medellin 😉 Aby się do niej dostać wystarczy przejechać 6 stacji metra od San Antonio w stronę San Javier (wysiada się na ostatniej stacji). „Cable car” to 8-osobowe wagoniki, z których widok faktycznie jest piękny. Kolejka ma kilka przystanków, jednak najpiękniejsze widoki są pomiędzy stacjami, więc nawet nie ma sensu z niej wysiadać 😉





Po powrocie na stacje San Antonio poszłyśmy na piechotę do głównego placu miasta – Plaza Botero, zwiedzając po drodze kościół La Candelaria i kościół Veracruz.




W przewodniku polecano jeszcze odwiedziny w ogrodzie botanicznym, wejście po paru muzeów oraz zobaczenie kilku parków z rzeźbami, ale miałyśmy juz dość zwiedzania tego miasta. Po spędzeniu ponad 1,5 tygodnia w małych miasteczkach, Medellin było po prostu przytłaczające. Ogromne, głośne, brudne i zatłoczone. Do tego (poza kolejką widokową) nie miało nic do zaoferowania. Wróciłyśmy więc do hotelu z planem porządnego przygotowania się do jutrzejszej wyprawy za miasto 🙂

Iwona Kaźmierczak
Iwona Kaźmierczak
Podróże kocha od dziecka. Kiedyś głównie o nich śniła, od kilku lat realizuje swoje marzenia. W wyprawach przez świat uwielbia przygody, stykanie się z nieznanym, poznawanie nowych ludzi oraz niesamowite poczucie wolności, którą daje podróżowanie. Kontakt: iwona@dokadteraz.pl

Dodaj komentarz