Japonia (dzień 1) – przylot i pierwsze wrażenia z Tokyo

Po ponad 15-godzinnej podroży wylądowaliśmy na lotnisku Narita – największym lotnisku Japonii oddalonym ok 65km od Tokyo. Pierwsze wrażenie po wyjściu z samolotu: niesamowicie czysto, idealny porządek i świetna organizacja pracy. Wszystko jest dobrze oznakowane, a co pewien czas stoi osoba z obsługi naziemnej sprawdzając, czy pasażerowie mają poprawnie wypełnione deklaracje (wypełnia się dwie: jedną do kontroli paszportowej, drugą – do kontroli celnej) i czy wiedzą, gdzie się kierować. Nie można się tu zgubić.

Pierwszym naszym zetknięciem z „innością” Japończyków była.. toaleta 🙂 Tak, miała podgrzewaną deskę i panel sterujący. Najlepsza w mojej opinii jest możliwość włączenia sobie w dowolnym momencie dźwięku spuszczania wody, co ma chyba zagłuszyć odgłosy fizjologiczne 😉 Hitem jest natomiast to, że panel umożliwia włączenie kilku rożnych opcji w kilku wariantach, ale nie ma przycisku do.. spuszczania wody (ten pozostał w tradycyjnej formie na zbiorniku wody ;)).

Po sfotografowaniu toalety 😉 udaliśmy sie po odbiór naszego vouchera na nieograniczone przejazdy pociągami, czyli JR Pass. Nalezy szukać punktu „JR EAST Travel Service Center” znajdującego się na poziomie -2. Będąc tam warto od razu poprosić o bilety na Narita Express (są w cenie vouchera). Wejście na peron Narita Express jest dokładnie na przeciwko punktu JR East.

Na peronie Narita Express zaskoczyły nas dwie osoby sprzątające stojące bez ruchu i słowa. Czekały na przyjazd pociągu, ma którego widok.. ukłoniły się głęboko! o_O Po opuszczeniu pociągu przez wszystkich pasażerów (Narita to stacja końcowa), obie osoby szybko zabezpieczyły wejścia taśmami i zaczęły dosłownie biegać po pociągu! Sprzątanie było expresowe! Na cały pociąg poświęciły ok 10min i w tym czasie sprzątnęli każdy wagon. Co najlepsze – na koniec sprzątania obrócili o 180st każdy rząd siedzeń, aby wszyscy pasażerowie komfortowo jechali przodem do kierunku jazdy. Kto by się tym przejął w Polsce? 😉 Szybkość, z jaką wykonywali wszystkie czynności była naprawdę godna podziwu! Wyglądali jakby brali udział w zawodach, w których nagrodą jest bardzo wysoka stawka. Aż nie chce się wierzyć, że każdy pociąg sprzątają z takim zapałem.. 😉

Mimo że wylądowaliśmy ok 11-tej, do hotelu udało nam się dotrzeć dopiero na 14-tą. Sama podróż Narita Express do centrum (Tokyo Station) zajmuje co prawda niecałą godzinę, ale po wylądowaniu trzeba odstać swoje do odprawy paszportowej, odebrać bagaż, odstać swoje przy odprawie celnej (na szczęście tu idzie szybko), odebrać JR Pass, poczekać na pociąg, a później jeszcze odnaleźć hotel. Wybraliśmy MyStays Kanda mieszczący się w dzielnicy Akihabara.

Budynek dworca głównego Tokyo
Budynek dworca głównego Tokyo

Poruszanie się po Tokyo bez offlinowej mapy i GPS jest niemożliwością! Miasto jest ogromne, prawie nie ma charakterystycznych punktów, a już na pewno nie ma nazw ulic 😉 Japończycy są przemili i zawsze próbują pomóc, ale nie zawsze potrafią. Dlatego też GPS jest wg nas „must have” do Tokyo. My na szczęście byliśmy odpowiednio uzbrojeni 🙂

Po pokonaniu spacerem 1,7km dzielącego nasz hotel od dworca przeszliśmy jeden z najdłuższych procesów zameldowania. Wtedy też zauważyliśmy ciekawą cechę Japończyków – cokolwiek robią, skupiają się w pełni na tym zadaniu. Skutkiem jest często utrata poczucia czasu, ale trzeba przyznać, że zadanie jest wykonane sumiennie, z najwyższą starannością i zgodnie z procedurami. Widać to nawet przy zameldowywaniu do hotelu.

Nasz pokój jest przemiły. Malutki, ale z aneksem kuchennym i łazienką. Łazienka jest przy tym naprawdę miniaturowa! Jedna osoba w niej stojąca wykorzystuje całą przestrzeń dostępną na podłodze (mieszczą się tam dosłownie dwie stopy ;)). W ten sposób okazało się, że 2,5-metrowa łazienka w naszym domu w Warszawie jest prawdziwym salonem kąpielowym 😉

Po kąpieli i odpoczynku postanowiliśmy poszukać punktu wymiany walut. Sądziliśmy, że uda nam się znaleźć kantor po drodze do hotelu, ale w Japonii nie jest to takie łatwe. W większości krajów Azji i Europy kantory są prawie na każdym rogu – tutaj prawie ich nie ma. Wymiany walut dokonuje się w bankach (przy czym czytałam wielokrotnie, że kurs jest tam niekorzystny), w hotelach (nasz niestety nie miał takiej opcji), na poczcie (ale nie każdej) oraz w nielicznych kantorach (nie zauważyliśmy żadnego). Co najlepsze – banki i większość urzedów pocztowych zamykane są o 15.00. Przypomnieliśmy sobie o tym ok 15.30 i szybko pobiegliśmy na poszukiwania czegoś otwartego. Wylądowaliśmy w pierwszej z brzegu poczcie, która na nasze szczescie była otwarta do 16.00. Na nasze nieszczęście jednak nie miała opcji wymiany walut 😉 Pani w okienku (praktycznie niemówiąca po angielsku) bardzo się tym zmartwiła i po japońsku wyjaśniła nam, żebyśmy poczekali. Wykonała kilka telefonów i po ok 10min wydrukowała nam mapkę z zaznaczonym urzędem pocztowym mającym opcję wymiany oraz.. otwartym do 18.00. Byliśmy uratowani! 😀

Iwona Kaźmierczak
Iwona Kaźmierczak
Podróże kocha od dziecka. Kiedyś głównie o nich śniła, od kilku lat realizuje swoje marzenia. W wyprawach przez świat uwielbia przygody, stykanie się z nieznanym, poznawanie nowych ludzi oraz niesamowite poczucie wolności, którą daje podróżowanie. Kontakt: iwona@dokadteraz.pl

Dodaj komentarz